Zapraszamy osoby które pamiętają Jacka, które trenowały i grały z nim, o podzielenie się swoimi wspomnieniami.

Jerzy Grycan: „Parę dni temu dotarła do nas smutna informacja o śmierci Jacka Mielewczyka. Jacek w okresie swojego dorosłego życia był m.in. cenionym dyrektorem szkoły sportowej w Gdańsku, działaczem sportowym, „twórcą Gdańskiej Szkoły Floretu”. Miał 57 lat.

Dla mnie Jacek pozostanie w pamięci jako jedna z największych nadziei Polskiego tenisa stołowego z czasów lat 70-tych…

Na sali tenisa stołowego na terenie Gdańskiej Stoczni Remontowej działała sekcja MRKS Gdańsk. Trenerami byli nieżyjący już Aleksander Mielewczyk, ojciec Jacka, oraz Ryszard Weisbrodt – do niedawna prezes PZTS. Obaj byli znanymi działaczami związanymi z Okręgowym oraz Polskim Związkiem Tenisa Stołowego, którzy stworzyli jak na tamte czasy bardzo nowoczesny system szkolenia dzieci i młodzieży. Przykładowo organizowali szkolenie nie tylko rangi klubowej, ale także okręgowej oraz ogólnokrajowej. Odbywały się cykliczne obozy szkoleniowe, cotygodniowe spotkania kadry województwa itp. W procesie szkolenia wprowadzano wiele nowoczesnych rozwiązań organizacyjno-szkoleniowych. Uczestnikami tych szkoleń byli między innymi Leszek Kucharski oraz Andrzej Grubba. Teresa Zamiela była jedną z pierwszych polskich medalistek Mistrzostw Europy kadetek. 

Jacek Mielewczyk, obok m.in. Tadeusza Klimkowskiego, Teresy Zamieli czy Grażyny Mioduszewskiej, był przez te wszystkie lata członkiem młodzieżowych kadr narodowych. Przez wiele lat reprezentował nasz kraj w zawodach rangi europejskiej. Osiągał duże sukcesy na arenie ogólnopolskiej. Grał jak na tamte czasy bardzo nowocześnie – leworęczny obustronny atak szybki połączony z atakiem topspinowym blisko stołu. Trochę mi przypominał grę Stellana Bengtssona, ale na bekhendzie grał okładziną gładką. Jacek wyprzedzał wielu swoich rówieśników. Na przykład w 1976 roku uczestniczył w Mistrzostwach Polski młodzików (tak wtedy nazywano kadetów) i juniorów. Jacek będąc jeszcze młodzikiem (kadetem), został Mistrzem Polski juniorów pokonując w finale Andrzeja Grubbę. Ciekawe, że w młodzikach przegrał w finale z kolegą z Gdańska – Leszkiem Kucharskim.

Osobiście pamiętam go jako dobrego kolegę, pracowitego sportowca, ambitnego wojownika. Lubiłem jego poczucie humoru. 

W kolejnych latach okazało się, że Andrzejowi Grubbie i Leszkowi Kucharskiemu udało się zrobić znaczący skok do elity europejskiego, a później światowego tenisa stołowego. Jackowi się to nie udało. Śmiem jednak twierdzić, że miał duży wpływ na późniejsze sukcesy kolegów. Na sukces jednej „gwiazdy” ma wpływ wielu, jak to mówią Chińczycy „cichych bohaterów”. Jacek Mielewczyk był z pewnością takim „cichym bohaterem”.

  

Tadek Klimkowski: „Parę dni temu otrzymałem smutną wiadomość od kolegi z «naszego podwórka» o śmierci Jacka.

Spędziliśmy z Jackiem wiele wspólnych niezapomnianych chwil, w szkole (chodziliśmy do tej samej szkoły podstawowej,  a później w liceum byliśmy w tej samej klasie) na sali treningowej (najpierw na MRKS-ie, a później na AZS AWF –ie) i na  zgrupowaniach (zawsze mieszkaliśmy w tym samym pokoju).

Teraz wspominam szczególnie miło te momenty ponieważ wracają w pamięci te dobre młodzieńcze  lata.

Wraz z Jackiem, Teresą (Zamielą) i Grażyną (Mioduszewską) tworzyliśmy zgraną grupę zawodników na dobrym krajowym poziomie zdobywając mnóstwo medali na Mistrzostwach Polski młodzików i juniorów. To ekipa MRKS przetarła szlaki Andrzejowi  Grubbie, Leszkowi Kucharskiemu, Andrzejowi Jakubowiczowi.

Nasi koledzy tworzyli grupę treningową na AWF w Gdańsku, a my « dusiliśmy się zbyt długo we własnym sosie » na MRKS-ie. Mówiąc żartobliwie «pociąg odjechał, a my nie zdążyliśmy do niego wskoczyć». Wraz z Jackiem przeszliśmy do AZS  AWF GDAŃSK o dwa lata za późno.

Z perspektywy tych lat myślę, że kariera Jacka nie potoczyła się tak jak oczekiwali  nasi trenerzy (pan Weisbrodt i Tata Jacka pan Aleksander).  Szkoda, bo trenerzy pokładali w nas duże nadzieje szczególnie w Jacku.

Później nasze drogi się trochę rozeszły (Jacek kończył studia na AWF-ie zaocznie) ja kończyłem  studia  dzienne.

Po zakończeniu studiów wyjechałem do Francji  i widziałem się z Jackiem rzadziej (ostatni raz w ubiegłym roku na ośrodku PZTS w Gdańsku na Zaspie) w czasie zgrupowania z grupą z Francji. Porozmawialiśmy przez kilka chwil wspominając wspólne spędzone chwile i umówiliśmy się na dłuższa pogawędkę.

Niestety nie dane nam będzie się spotkać na „naszym ziemskim padole”. Mam nadzieję, że  zobaczymy się później “nieco wyżej”.

Jacek zostanie w mojej pamięci na zawsze jako dobry kolega z młodzieńczych lat i tak długo jak będę wspominał o Jacku tak długo ON będzie wśród nas.

Jacku : długo nie żyłeś i na koniec cierpiałeś lecz w naszych sercach na zawsze zostałeś”.