Krótka historia o szkoleniu w PZTS

Szanowni Panowie Prezesi i członkowie Zarządu PZTS,

 

Moja decyzja odsunięcia wszystkich prowadzonych przeze mnie szkoleń ‘integralnego tenisa stołowego’ i poświęcenie się współpracy z PZTS oparła się na założeniu, że uda nam się znaleźć wspólne cele, że pełnienie obowiązków kierownika wyszkolenia w tej organizacji i z tymi ludźmi umożliwi znacznie pełniejszą realizację wizji i celów jakie opisałem w „Integralnym Tenisie Stołowym”, że ‘realizowane przez nas programy przeniosą nasz trening, szkolenie, zarządzanie i jakość życia na wyższe poziomy’. Wiele osób mnie do tego zachęcało, również niektórzy z Państwa. To założenie okazało się jednak błędne…

 

  1. Trzy miesiące pracy ‘dobrej woli’ na rzecz PZTS

 

Andrzej Kawa, nowy kandydat na prezesa PZTS przez kilka miesięcy nawiązywał kontakt i konsultował się ze mną w różnych sprawach dotyczących tenisa stołowego. Odpowiadałem na jego liczne pytania, przekazywałem mu wiedzę, snuliśmy różne pomysły ‘co możnaby zrobić dobrego dla naszego tenisa stołowego’. W lutym 2009 Andrzej Kawa został prezesem PZTS…

 

Po dwóch miesiącach urzędowania nowych władz i wstępnych rozmowach, ‘z dobrą wolą’ zgodziłem się na pracę na szczególnych warunkach (‚za koszty utrzymania’bo PZTS ‘musi spłacać trenerów, którzy wcześniej pracowali i są na urlopach’) jako p.o. kierownika wyszkolenia z perspektywą wzięcia udziału w planowanym konkursie na dyrektora sportowego i wspólnej idei zbudowania lepszego tenisa stołowego w naszym kraju.

 

Uzgodniona po 2 miesiącach negocjacji, zaproponowana umowa na okres kwiecień-maj 2009 została podpisana przeze mnie jeszcze przed rozpoczęciem pracy 5 kwietnia, a przez PZTS 17 czerwca. To oznacza, że pracowałem przez 2 miesiące bez formalnej umowy. 18 czerwca znalazłem na swoim biurku podpisaną umowę, oraz propozycję następnej umowy na czerwiec z 4 stronicowym ‚zakresem obowiązków’.

 

Poinformowałem wiceprezesa Tadeusza Szydłowskiego, że taka umowa i taki zakres obowiązków jest niezgodny z wcześniejszymi ustaleniami, jest próbą ‚wciśnięcia’ mi czegoś  na co się nie umawialiśmy. Umowę tę podpisałem w ramach ‚dobrej woli’ w kilka dni potem, pod koniec czerwca, po tak zwanym ‚konkursie na dyrektora sportowego PZTS’, gdy mieliśmy negocjować szczegółowe warunki  ‚właściwej i perspektywicznej pracy’.

 

  1. Raport o stanie systemu szkolenia w PZTS.

 

Zgodnie ze wstępnymi ustaleniami i zaproponowaną umową, przeprowadzenie diagnozy szkoleniowej w polskim tenisie stołowym miało być moim głównym zadaniem do wykonania. Raport ten oparłem o szeroką konsultację ze środowiskiem działaczy, trenerów i sędziów (również na szczeblu okręgowym). Przeprowadziłem rozmowy na temat sytuacji w naszym tenisie stołowym z prawie wszystkimi członkami obecnego Zarządu, i na tej podstawie powstała między innymi analiza SWOT. Przyjąłem, że dla pełniejszego, przynajmniej intelektualnego zrozumienia głównych wniosków, czytelnik powinien zaznajomić się z elementarną wiedzą dotyczącą poziomów rozwoju człowieka, organizacji i kultury opisanych w książce „Integralny tenis stołowy” lub w darmowym i dostępnym artykule http://www.integralnytenisstolowy.com/index.php?option=com_content&task=view&id=65&Itemid=57 . Ludzi z większym zacięciem naukowym odsyłam do źródeł na przykład „Spiral Dynamics Integral”,  www.spiraldynamics.net/  , http://in.integralinstitute.org/ itd.

 

Na zebraniu zarządu PZTS spotkałem się z zarzutem niezrobienia ilościowych badań i analizy statystycznej. Ten zarzut wydaje mi się bezzasadny. To nie tylko kwestia czasu i pieniędzy. Kolejnym krokiem miało być stworzenie zespołów ludzi, którzy zrobiliby szczegółowe badania (analizy gier, badania wydolnościowe, sprawnościowe, psychologiczne, a także badania poziomu rozwoju nas działaczy, trenerów i zawodników – na przykład tak jak to opisane jest w książce lub na stronie  http://www.integralnytenisstolowy.com/index.php?option=com_content&task=view&id=86&Itemid=57 ). Aby to zrobić, osoba nadzorująca cały projekt musi dostać od Zarządu odpowiednie kompetencje – na przykład powinna według mnie uzyskać odpowiednią formalną pozycję,  narzędzia, środki i czas.  

 

Naukowe myślenie dotyczące gry, treningu, szkolenia i zarządzania szkoleniem zaczyna się od analizy gry (patrz przykładowy raport: http://www.integralnytenisstolowy.com/index.php?option=com_content&task=view&id=86&Itemid=57 ). Bez analizy gry pozostajemy na poziomie „przednaukowym”, biurokratyczno-magiczno-dogmatycznym („niebieskim”). Nawet jeśli wyniośle podkreślamy swoje tytuły naukowe, ‘bycie inżynierem’ czy ‘profesorem’, albo podkreślamy jakie ważne pozycje zajmujemy, to nieuwzględnianie podstawowych faktów szkoleniowych, lub złoszczenie się na nie, jest ‘przednaukowe’ (‘niebieskie’), a nie naukowe (‘pomarańczowe’). ‘Zniesmaczenie’ niektórych członków Zarządu PZTS z powodu porównania naszego systemu szkolenia w kraju z najlepszymi na świecie jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe w sporcie wyczynowym (którego istotą jest dążenie do przekroczenia siebie i dążenia do poziomu najlepszych). Oburzenie niektórych czytelników raportu z powodu zastosowania przeze mnie Spiral Dynamics (‘jakichś kolorów’) do ogólnej oceny sytuacji naszego systemu wydaje mi się porównywalne do zakwestionowania ewolucji w świecie przyrody i oparcie się w swoich badaniach historycznych tylko na naukach biblijnych Starego Testamentu lub tylko na pismach naukowych Marksa i Lenina. Zarzut, że raport nie zawiera programu szkoleniowego jest według mnie też bezzasadny. Od początku ustaliliśmy, że nowy ‚strategiczny plan rozwoju polskiego tenisa stołowego’ zainicjuje nowy dyrektor sportowy wraz z całym zespołem, między innymi opierając się na powyższym raporcie. 

 

Do raportu ustosunkował się także Pan dr W.Pięta. Zakończył swoją ogólnie dość życzliwą wypowiedź wyrazem rozgoryczenia z powodu weryfikacji składu na Uniwersjadę przez Zarząd Główny AZS wbrew jego woli, sugerując mi ‘niekonsekwencję’. Tu kilka faktów, które sądzę warto przytoczyć… Od niedawna MSiT przyjęło, że przygotowanie i realizację imprezy takiej jak Uniwersjada ma nadzorować, przy ścisłej współpracy z ZG AZS, odpowiedni Związek Sportowy. Na początku kwietnia MSiT odrzuciło koncepcję startu w Uniwersjadzie opracowaną przez pana W.Piętę. Nowa koncepcja opracowana przeze mnie została przyjęta i zatwierdzona (i to w składzie 10-osobowym). Tuż przed wyjazdem AZS Wrocław zakwestionował skład na Uniwersjadę (dokładnie zawodniczkę nr 4), a przede wszystkim zakwestionował ‘samozwańcze powołanie się na funkcję trenera’ dr Wiesława Pięty. Reprezentacja AZS nie ma swojego etatowego trenera jak PZTS, nie ma więc żadnych perspektywicznych planów kadry AZS. Trener zostaje wybierany ad-hoc przed imprezą według mało precyzyjnych kryteriów. Sytuacja była patowa i cały wyjazd ekipy stanął pod znakiem zapytania. Na decyzję ZG AZS miało wpływ moje pismo, w którym dałem wniosek: ‘wobec mocno konfliktowej sytuacji proponuję wybrać najlepszych zawodników według rankingów ITTF, PZTS indywidualnego i ligowego’.

 

Zdaję sobie sprawę, że jakościowe (‘miękkie’) porównanie dwóch systemów sprowadza się tylko do ustalenia czy na przykład w Gdańsku, Gorzowie, czy Częstochowie jest prowadzony systemowy trening czy nie, czy plany są opracowywane w oparciu o ilościową analizę gry czy nie, czy zatrudniony jest trener, który zaraz po zawodach siedzi całą noc i opracowuje statystykę gry zawodników swoich i przeciwników (aby ją w poniedziałek rano przedstawić trenerowi głównemu), jaki interaktywny-wideo-system jest stosowany, czy są prawidłowo sformułowane cele, czy trening wieloma piłkami jest procesem Gestalt czy ‘bezmózgowym dyrygowaniem’, jakie urządzenia do mierzenia rotacji serwu czy topspina stosuje się na co dzień, która wersja ProPulsesPlanu jest stosowana, jak przebiega praca nad metaprogramami i jakich strategii uczą się zawodnicy dla radzenia sobie z trudnymi emocjami na zawodach, jak w zespole zarządzającym prowadzony jest proces grupowy, czy osoby zarządzające mają na celu służenie innym czy skupieni są na tępym realizowaniu swojej kariery politycznej lub swoich zaściankowych interesików, czy w końcu ludzie w tej organizacji są szczęśliwi, dbają o siebie, rozwijają się itp. Kłopotliwe pytania…

 

  1.  Bieżące sprawy szkoleniowe. 

 

  1. Realizacja zaplanowanych akcji szkoleniowych. W okresie od kwietnia do końca czerwca współdziałałem przy realizacji następujących imprez: Mistrzostwa Świata, Międzynarodowe Turnieje (Hiszpania, Słowacja, Białoruś, Władysławowo), Uniwersjada, przygotowania do MEJiK,  Mistrzostwa Europy Juniorów i Kadetów. W ramach tych prac kontaktowałem się z trenerami, działaczami, prezesem od spraw szkolenia i w miarę potrzeb innymi członkami Zarządu, przygotowywałem preliminarze, zbiorcze preliminarze, opracowywałem założenia startowe do głównych imprez, uczestniczyłem w kilku spotkaniach w Ministerstwie Sportu i Turystyki, organizowałem spotkania w biurze Związku, na przykład z trenerami, władzami AZS itp. Wszystkie założenia startowe były zatwierdzone przez Zarząd i MSiT.

 

  1. Trenerzy. Do końca okresu mojej pracy w PZTS, nie tylko ‚kierownik wyszkolenia’, ale też żaden trener kadry narodowej nie miał uregulowanych warunków pracy. Utrzymywanie się takiej sytuacji niepewności WSZYSTKICH trenerów współpracujących z PZTS powodowało wiele zakłóceń przy realizacji bieżących spraw. Na przykład w związku z konfliktową sytuacją kadry szkoleniowej PZTS trenerów z Gdańskiego OSSM doszło do kilku spotkań, m.in. w Gdańsku. Rozmowy z prezesami doprowadziły do kolejnego rozejścia się bez porozumienia. Zaproponowane przeze mnie, parę dni później, rozwiązanie zostało ostatecznie przyjęte. Na kolejne spotkanie trenerów w Warszawie nie zostałem zaproszony. Prezesi pokazali, kto tu jest ważny.

 

  1. Kalendarz PZTS 2009-12. W kwietniu i maju pracowałem nad nowym kalendarzem PZTS, który miał być przełomem dla szkolenia i organizacji szkolenia. Kalendarz został uzgodniony z przewodniczącym Wydziału Rozgrywek, konsultowany był ze wszystkimi okręgowymi związkami oraz klubami ekstraklasy i I ligi. Wspierało mnie w tym procesie wielu ludzi. Po spotkaniu w Cetniewie 30 maja z Przewodniczącym Wydziału Rozgrywek, i kilku istotnych naniesionych uzupełnieniach, kalendarz był gotowy do realizacji. Otrzymane opinie (między innymi pisemne) od trenerów oraz przewodniczących rady ligi na temat kalendarza były bardzo pozytywne. Zarząd przyjął, że na Radzie Związku, 4 lipca, mają być jeszcze dokonane drobne ostateczne zmiany. Niektórzy członkowie zarządu wypowiadali się jednak negatywnie na temat kalendarza, nie czytając i nie znając go. PZTS wrócił do starej formy, do ignorowania imprez międzynarodowych i innych itp.

 

  1. Program Talent. Do końca czerwca pracowałem też, wspólnie z trenerami i szefem Rady Trenerów,  nad nowym programem z FRKF ‘Talent’. Zgodnie z tym projektem 10 utalentowanych zawodników naszych kadr miało otrzymać wsparcie do końca tego roku (100 000 PLN), i w perspektywie również na następny rok (200 000 PLN). O ile mi wiadomo program został przyjęty.

 

  1. Po 2 miesiącach pracy spotkałem się z kilkoma zarzutami ze strony prezesa PZTS.

 

Zarzut 1. Po 2 miesiącach współpracy w PZTS pełniąc funkcję ‚kierownika wyszkolenia’ spotkałem się z zarzutem ze strony prezesa Kawy, że ‚zlecałem pracę  innym pracownikom biura’. Ku mojemu zaskoczeniu dowiedziałem się,  że nikt nie ma w zakresie obowiązków wykonywania jakichkolwiek zleceń od ‚kierownika wyszkolenia’ (chociaż spraw które delegowałem było mało np. wysłanie listy zawodników na turniej międzynarodowy’).  Nie zdawałem sobie sprawy, że taki jest system pracy i zależności… Szczerze mówiąc przyszedłem, aby się razem zastanowić co mamy do zrobienia w tym miesiącu i  jak lepiej możemy współpracować, a  dowiedziałem się, że tu ‚systemowo’ nie ma żadnej współpracy, bo każdy wykonuje jedynie to, co zlecają mu Prezesi. Wobec takiej sytuacji zastanawiałem się na nowo nad całą organizacją  systemu pracy wokół szkolenia, włącznie ze stworzeniem odrębnego biura dla spraw szkoleniowych (jeśli zgodnie z wnioskami z raportu mamy budować programy konkurencyjne z najlepszymi).

 

Zarzut 2. Po trzech miesiącach spotkałem się z zarzutem ‚respektowania dotychczasowych umów’ (na przykład zaakceptowanie zaplanowanych wcześniej i zatwierdzonych przez Ministerstwo Sportu i Turystyki zgrupowań w Nadarzynie, Spale, Ostródzie czy Krakowie, a nie w Gdańsku, gdzie ‚byłoby taniej’, jako ‚działanie na szkodę związku’). A mieliśmy ich nie respektować?

 

Zarzut 3. Trzecim zarzutem z jakim się spotkałem było nie wywiązywanie się z oczekiwań co do ‘terminowego wykonywania zadań’. Uważam, że rolą organizacji jest wykorzystanie silnych stron ludzi i innych zasobów dla ustalonych wspólnych celów… Będąc, jak każdy, zwykłym człowiekiem mam swoje silne i słabe strony. Zgadzam się, że wiele spraw  było robionych na ostatnią chwilę, ale wyobrażam sobie, że to przede wszystkim sprawa organizacji, zarządzania i zespołowej pracy. Sądzę, że używałem dobrego systemu załatwiania spraw (opracowanego i stosowanego przez najlepszych mistrzów światowego biznesu), rejestrowałem wszystkie działania bardzo dokładnie i uważam, że akurat powyższe zarzuty są bezzasadne.

 

Według mnie na pracę ‚kierownika wyszkolenia’ od kwietnia do końca czerwca miały wpływ następujące fakty: nadmiar obowiązków, brak kierownika wyszkolenia w marcu i nagromadzenie się niezałatwionych spraw, nieuregulowana sytuacja – praca bez umowy, brak dyrektora biura przez okres od lutego do końca czerwca, który może wesprzeć innych pracowników w sprawach organizacyjnych, niedoinformowanie w istotnych sprawach (na przykład nie otrzymałem przez ten okres nigdy pełnego planu zebrania zarządu), wstrzymywanie wypłat pod pretekstem ‚niezałatwienia przeze mnie spraw’. Na taką sytuację miała wpływ także fatalna polityka informacyjna, brak informowania środowiska i brak dobrej komunikacji wewnętrznej, nietransparentność i cenzura, blokowanie podejmowania decyzji, brak jakiegokolwiek blogu szkoleniowego i plotkowanie (wielokrotne powtarzanie zdań typu „żebyś ty wiedział co o tobie mówią” jest ‘jątrzeniem’).

 

W okresie od kwietnia do czerwca korzystałem między innymi z własnego telefonu,  jedynie z własnego komputera oraz przepracowałem na rzecz PZTS-u 12 dodatkowych dni pracy.

 

  1. Tak zwany ‘konkurs’ na tak zwane stanowisko ‚dyrektora sportowego’.

 

Po kilkumiesięcznym procesie tak zwanego ‘konkursu’ na ‘dyrektora sportowego’ w PZTS dowiedziałem się, że zostałem zaproponowany do pełnienia tej funkcji. Muszę jednak przyznać że gdy członkowie Komisji rekrutacyjnej odrzucili książkę „Integralny Tenis Stołowy” jako załącznik świadczący o tym, że posiadam ‘koncepcję szkoleniową’ (o czym napisałem w liście intencyjnym) miałem wątpliwości czy dalsza współpraca ma jakikolwiek sens. Byłem przekonany, że ci ludzie odrzucili wszystko to, co miałem najlepszego do podzielenia się z nimi. Pomyślałem sobie, że oni ‘wiedzą lepiej’, ‘lepiej się znają na tenisie stołowym’, a już na pewno ‘wiedzą lepiej od Grycana co trzeba’  i że prawdopodobnie będą robić ‘wszystko’, aby ‘udowodnić swoje przekonania’ swoimi decyzjami…

 

Na początku lipca, po Radzie Związku, zostałem zaproszony na spotkanie z prezesem Kawą. Prezes zaprosił na to spotkanie nowego dyrektora biura. Schowany za swój komputer, patrząc w ekran, poinformował mnie o ofercie jaką ma dla mnie PZTS: (1) pozycja nazywająca się ‚kierownik wyszkolenia’ i (2) podporządkowana zatrudnionemu kilka dni wcześniej dyrektorowi biura (osoby zaufanej w PZTS, jak mawiał A.Kawa „człowiekowi z wyższej półki”)); (3) finanse 50% tego co zostało zaplanowane przez poprzednie władze, MSiT i co otrzymywali poprzednicy pełniący tę funkcję; oraz (4) umowa na 5-6 miesięcy. Poinformowałem, że jest to propozycja dla mnie ‚nie do przyjęcia’ m.in. dlatego, że jest inna niż w tak zwanym ‚konkursie na dyrektora sportowego’, w granicach kosztów utrzymania (zażartowałem nawet, że otrzymałbym wyższy zasiłek dla bezrobotnych, gdybym chciał wrócić do Australii), i nie kreuje silnej, przynajmniej partnerskiej, pozycji do działania itp. Zapytałem czy wchodzi w grę inny zakres obowiązków i na przykład praca przez 2-3 dni w tygodniu itp. Dowiedziałem się, że ‚być może tak, ale o tym trzeba rozmawiać z wiceprezesem od spraw szkolenia’ oraz że ‘pan XX pracowałby za 1500 PLN miesięcznie na tym stanowisku’. Po jakimś czasie zadzwoniłem do T.Szydłowskiego, który powiedział, że interesuje go jedynie ‚kierownik wyszkolenia w pełni dyspozycyjny’, i ewentualnie podniesie sprawę za kilka dni na zebraniu prezydium. Po kilku dniach wiceprezes T.Szydłowski poinformował mnie o propozycji alternatywnej: (5) ‚pracy dla PZTS jako kierownik wyszkolenia do końca sierpnia 2009, abym mógł znaleźć sobie inną pracę’. Podziękowałem za taką ‚wspaniałomyślność’ prezydium i Zarządowi PZTS i tak zakończyliśmy naszą rozmowę i trzymiesięczną ‘współpracę’. Tak zakończył się ‘konkurs’ na ‘dyrektora sportowego’ w PZTS.

 

Aby rozwijać się w pełni jako istota ludzka, każdy z nas potrzebuje pożywienia, snu, pewnego stopnia bezpieczeństwa, przyjaznego środowiska w pracy i w życiu, szacunku, uznania itd.  Jednocześnie w każdym z nas tkwią marzenia realizowania czegoś wartościowego, znaczącego, ważnego, czegoś co nadaje naszemu życiu sens, wydobycia ‘geniusza’ który jest w każdym z nas… Niektórym z nas przydarza się odkrycie, że śpimy i że może warto byłoby się obudzić… i może warto zastanowić się czy my czasami nie błądzimy…  Zastanawiam się, jaka jest pozytywna intencja takiego bawienia się ludźmi (i to za pieniądze podatników!) w XXI wieku, czy taki sposób działania łączy ludzi wokół wspólnego i atrakcyjnego celu, czy wykorzystuje silne strony każdego z nas, czy motywuje do dalszej pracy, czy rozwija, czy umożliwia tworzenie ‘konkurencyjnych’ programów szkoleniowych, czy my na pewno idziemy ‘od dobrego do wielkiego’, czy to co się dzieje w PZTS przenosi nasz tenis stołowy na wyższe poziomy…

 

Jerzy Grycan

+48 696 557 718+48 696 557 718